niedziela, 10 grudnia 2017

Dobra Karma zmienia się na dobre, Lepione mogłoby się lepiej postarać...

Podsumowanie jesień/zima" próby jedzenie „na mieście” – w Katowicach.
Póki co żyje więc da się da zjeść coś poza domem, ale mam wrażenie, że lepiej nie jest….

1. „Dobra Karma” ul. świętego Jacka 1
Dobra Karma zmienia się na dobre J
Tak było kiedyś:





Od niedawna można w menu zobaczyć informację o alergenach. Jednak warto zwrócić uwagę na znaczącą informację, że produkty „zawierają” podane alergeny, nie bardzo wiemy jednak jak wygląda kwestia śladowych ilości… Warto wiec dopytać i poprosić o sprawdzenie dokładnie składu jeśli ktoś jest tak bardzo uczulony jak ja J

Tak jest teraz:

 



2.„Lepione”  w Supersamie
„Lepione” mogłoby się jednak lepiej postarać… Jest piękna informacja, że informacja o składzie i alergenach możemy dostać do wglądu. Nie omieszkałam o nią poprosić i się zaczęło… Po ok. 15 minut czekania przyszedł pan (kucharz?) i zapytał w czym może mi pomóc O.o Poinformowałam, że TU jest napisane, że mogę poprosić o spis alergenów w potrawach wiec o to proszę J Pan przyjął moją prośbę i znów zaczęło się czekanie, po kolejnym kwadransie pojawiło się już dwóch panów z segregatorami i poinformowali mnie, że mam im pokazywać potrawy a oni będą sprawdzać jakie są tam alergeny…. Eh, ostatecznie wzięłam pierogi z serem :D ale jednak niechęć wręczenia mi owego spisu mnie trochę zaniepokoiła….

3.„Wiejska chata” plac Grunwaldzki 4
To jakiś żart…. Sami zobaczcie co można przeczytać w menu:



Dopytałam, wychodzi na to że w każdej potrawie mogę być podane alergeny, czyli na przykład w racuchach z jabłkami jest ryba? Nie udało mi się tego dowiedzieć… Lepiej wyjść i nie ryzykować…

4.„Bistro Bzik” ul. Chorzowska 7
Tu udało mi się coś zjeść nawet, ale na pytanie o informacje o alergenach w potrawach pan spojrzał na mnie dość wymownie… „Nikt nigdy czegoś takiego nie chciał od nas” grzecznie odparłam, że mają obowiązek coś takiego posiadać, albo poinformować mnie o alergenach. Zamówiłam żurek, „tam nie powinno być orzechów”, eh… poprosiłam, żeby jeszcze dokładnie to sprawdzili i grzecznie potwierdzili, że żurek jest bezpieczny. Uf… o tym, że pan zapomniał potem zapisać pozostałą część naszego zamówienia i nie potrzebnie czekaliśmy prawie godzinę już nie wspomnę :D

5.„Zdrowa krowa” ul. Mariacka 33
Tu trzeba wyraźnie powiedzieć o alergii i poprosić o sprawdzenie wszystkich składników, trzeba wybierać proste dania, bez na przykład panierowanych krążków cebuli :D ale jeszcze póki co udaje się coś znaleźć dla mnie jadalnego…. Mam nadzieję, że to się nie zmieni…


Podsumowując:
Jeśli nie umiesz gotować tak jak ja i czasem naprawdę chcesz zjeść coś smacznego to lekko nie jest. Możesz zawsze próbować wprosić się do kogoś na obiad, ale znajomi też się boją często mnie karmić. Jeśli już jesteś ryzykantem i lubisz zastrzyk adrenaliny (jakie to ma podwójne znaczenie tu aż strach :D ) to jedzenie „na mieście” jest idealne! Nawet jeśli jakimś cudem w restauracji jest informacja dla alergika i to taka która twierdzi, że możesz coś zjeść nie ufaj jej tak całkiem. Poinformuj obsługę, że masz silą alergię i plany na wieczór i czy w związku z tym byli by tak mili poinformować jeszcze kucharza o twojej alergii, żeby przypadkiem obok nikt nic nie robił z orzechami, żeby przypadkiem nie przefrunęło . Istnieje ryzyko, że wtedy Cię wyproszą :D ale czasem lepiej zmienić lokal niż ryzykować, że plany na wieczór skończą się na pogotowiu….

środa, 1 listopada 2017

Orzeszek w korporacji

Mija rok odkąd zaczęłam pracę w "korporacji". Wszyscy mnie straszyli i twierdzili, że nie dam rady. 
Radę dałam i czas na kilka podsumowań.
Zacznijmy od początku. 
Szkolenie BHP, gdzie pada hasło, że nie wolno nikomu podawać leku, a adrenaliny też? Czy w związku z tym jakby do mojego organizmu wkradł się orzeszek to nikt mi w pracy nie pomoże?
I tak dzięki temu pytaniu zostałam już zapamiętana przez "Panią od BHP"... ale to dopiero był początek.
Zaczęłam się zastanawiać czy powinnam poinformować mój zespół o mojej alergii? Niestety to zrobiłam, żartów na temat wbijania adrenaliny w serca nie ma końca... Co się wtedy pojawia w mojej głowie, że żarty żartami, ale jak zjem orzeszka to mogę liczyć tylko na siebie i na moją szybką reakcję... 
Jednak jeden z moich managerów staną na wysokości zadania i postarał się o "firmową" adrenalinę dla mnie. I tu znów wkroczyła "Pani od BHP", że na to nie ma procedur i że adrenalina nie może być w dostępnym dla wszystkich miejscu, bo może ktoś wpaść na pomysł, żeby ją sobie podać (tia pewnie od razu w serce -_-). No tak, ale mimo to udało się, adrenalinka jest i grzecznie jest zamykana w mojej służbowej szafce. 

Ale ogólnie alergikowi w korporacji lekko nie jest, dlaczego? 
Każda uroczystość, urodziny, urodzenie dziecka, śluby to ktoś przynosi ciasto... niestety nie jadalne dla Ady :(
Mało kto pamięta o tym, aby przynieść małego, jadalnego cuksa dla Ady (tu ukłon w stronę Kasi i Ola :* że pamiętali), jednak przeważnie słyszę "sorry Ada, zapomniałem/am przynieść coś dla Ciebie". Co wg mnie oznacza i tak Cię nie lubię wiec nic dla Ciebie nie mam... :D nie no serio, smutno mi jednak wtedy jest, ale wmawiam sobie, że dzięki temu nie będę gruba :)

A gdy już w końcu znajdziesz coś jadalnego i ze spokojem to wcinasz, napotykasz egoistyczne obawy: "Czy Ty to możesz jeść? Nie chce wzywać karetki! Nie chce podawać Ci adrenaliny!" itp. NO TO KURDE TEGO NIE RÓB!!!! Nikt jakoś się nie martwi, że JA się źle będę czuła, tylko tym, że ON/ONA będzie musiał/a coś zrobić. Nosz ludu....

DROGI alergiku, w korporacji jest jak w każdej innej pracy:
- nie zamawiasz jedzenia na wynos, tylko grzecznie przynosisz swoje;
- jeśli używasz coś w publicznej kuchni to najpierw to umyj i dokładnie opłucz (nie wiadomo, czy ktoś nie kroił tym nożem jakiegoś ciacha z orzechami, czy przypadkiem nie umył myjką do zmywania czegoś w czym były orzechy);
- nie bierz słodyczy od nieznajomych :D jeśli ktoś nie myślał o Tobie piekąc ciasto nie masz pewności, że jest bezpieczne;
- gdy Ci smutno, gdy inni zajadają się ciachami, słodyczami powiedz sobie, że Twoja talia będzie Ci wdzięczna, że jesteś tak silną osobą ;)
- a gdy ktoś śmieje się z Ciebie i adrenaliny to z całą żółcią jaką masz w sobie pożycz mu/jej, aby kiedyś miał/a tą przyjemność dostania adrenaliny w dupe czy w serce i niech poczuje jakie to "cudowne" uczucie...

I tym akcentem zakończę mój jakże nie prowadzący do żadnej konkluzji wywód :D 


niedziela, 15 października 2017

Mączne męki

"A czy mąkę jeść możesz?" -To zależy...
Z mąką zawsze są trochę męki. 
Wbrew pozorom bardzo często mąki mają już wypisany skład i alergeny. 
W każdym sklepie zawsze mamy do wyboru przynajmniej kilka rodzajów mąk.
Ja przejrzałam kilka półek i prezentuje Wam kilka przykładów tych jadalnych i tych nie jadalnych.


Powyżej klasyczny przykład, brak składu i informacji dla alergika. Co wtedy? Wtedy luz :) 
Zgodnie z ustawą, w Polsce nie ma obowiązku zaznaczać na opakowaniu, że na przykład mąka zawiera śladowe ilości mąki, ani też, że orzechy arachidowe mogą zawierać śladowe ilości orzechów arachidowych. Powyższa mąka ma napis "Mąka pszenna typu..." napis jest pogrubiony co świadczy, że sama w sobie jest alergenem. Jeśli na opakowaniu nie ma żadnych dodatkowych info o alergenach, to oznacza, ze mąka jest jadalna ;)

 


Taka informacja jak powyżej cieszy oko orzeszkowego alergika, jak byk napisane "Może zawierać..." wszystko podkreślona, pogrubione nic tylko brać i piec ciacha i chleby.

Melvit póki co mnie nie zawiódł i ma spory wybór mąk:

  



Piękna informacja dla alergika, nie trzeba nawet brać lupy!

Czasem czytanie składu/alergenów zaskakuje....


... gdyż wprawdzie orzeszków brak, ale dwutlenek siarki?

Największe niebezpieczeństwo czai się, niestety :(, w mąkach typu "eko" i wśród takich, które mają szeroki, a bardziej niecodzienny asortyment:


Och aż włos się jeży na głowie...

  


Z bólem serca nie polecam też produktów-mąk firmy BioPlanet sami widzicie powyżej dlaczego... 
EcoVital też odpada:




Ale na sam koniec nutka pocieszenia, czasem da się znaleźć mąkę eko jadalną! :


Podsumowując: z mąkami jest trochę męki, ale jest tak duży ich wybór, że bez problemu znajdzie się mąkę orkiszową, kukurydzianą, gryczaną, ryżową, owsianą i przeróżna typy mąk pszennych i żytnich. Nie jesteśmy zatem skazani tylko na tę sztucznie wybieloną mąkę pszenną. 

Ja osobiście uwielbiam naleśniki z mąki owsianej, pizze na cieście z mąki gryczanej, racuchy na mące ryżowej  i ciasto z owocami na mące orkiszowej i w żadnym z tych dań nie ma ani śladu orzeszków! 

PS. Bardzo dziękuję Ani Ch.-Cz. za pomoc w robieniu mącznych zdjęć :)


wtorek, 3 października 2017

Drewniany bocian w Katowicach - mini recenzja restauracji

Jeden z tych postów o tym gdzie jeść, żeby przeżyć. Czyli miejski survival dla alergików.

Jest kilka miejsc, gdzie można spróbować pójść na weekendowy (i nie tylko) obiad.
Dziś parę słów o "Drewnianym bocianie" mieszczącym się w Katowicach na ul. Gliwickiej.
Całe menu możemy znaleźć na stronie.



Wydaje się, że restauracja słynie głównie z pizzy, ale mają też smaczne obiady, pierogi a nawet sałatki.

W menu nie ma jednak informacji o alergenach, jednak na prośbę, można taki spis otrzymać:



I wtedy można szaleć :D 

Jednak, PAMIĘTAJ ALERGIKU!, żeby po wybraniu bezpiecznej potrawy poinformować kelnera/kę o swojej silnej alergii z prośbą o przekazaniu tej informacji do kucharza, żeby bardziej uważał. 

Dodatkowej ostrożności nigdy za mało.

Ja zjadłam ostatnio "włoską" sałatkę, smaczna i przeżyłam ;)

Nie mam zdjęcia potrawy, bo to nie tego typu blog :P




czwartek, 28 września 2017

Goście, goście ..... czyli o tym czym ugościć Adę

 Nie jest łatwo, nie ma co ukrywać.

Chyba znaczna część znajomych kiedyś przez to przeszła, czyli czym mnie-alergika nakarmić, a wiadomo, że pojeść to ja lubię J

Od czego by tu zacząć…

Jak nie jesteś pewna/pewien czy dana rzecz jest jadalna, zostaw ją w oryginalnym opakowaniu. Ja poczytam, zatwierdzę i można wtedy przesypać.

Zdjęcie z urodzin Marysi w Absurdalia Cafe

Trzeba najlepiej kupować produkty hermetycznie pakowane (z wypisanym składem).

Chleb czy ogólnie pieczywo, rzadko jest jadalne, trzeba szukać takie z wypisanym składem i z informacja dla alergików. W piekarniach już często takie informacje są do wglądu jak się poprosi (przeważnie szukanie segregatora z wypisanym składem i alergenami trwa od 5 do 10 min).

Najłatwiej zawsze jest z owocami, owoce lubię bardzo. W sumie to tylko nie jem za bardzo arbuza/melona (bo strasznie mi się chce po nich siku). Owoce wystarczy umyć i już są Ado-zjadliwe. Cytrusy od biedy można pomoczyć najpierw w wodzie z sodą oczyszczaną (żeby pozbyć się konserwantów).
Ważne! owoce muszę być umyte dokładnie, często w koszach obok owoców/warzyw są luzem jakieś orzechy, nie wiadomo kto je macał i co macał wcześniej. Wiec umyć trzeba.

Warzywa też dają radę. Marchewka surowa pokrojona w słupki, surowy różyczki kalafiora czy kukurydza gotowana/parowana. Chipsy z jarmużu/buraków, frytki z batatów/ziemniaków i można by tak wymieniać i wymieniać. Nie muszę chyba już pisać, że też trzeba  warzywa najpierw umyć :)

Chipsy, paluszki i krakersy: Beskidzkie są niejadalne! Mają śladowe ilości. Znaczna część pozostałych, dostępnych w sklepach, jest raczej jadalna, ale nie można jednak przy ich zakupie zapomnieć o rzuceniu okiem na skład i alergeny.

Zdjęcie z urodzin Marysi w Absurdalia Cafe

Ciasta, ciasteczka: Lepiej upiec, choć czasem można jeszcze kupić jadalne. Jak pieczemy to rzućcie okiem na mąkę, proszek do pieczenia i ewentualnie dodatki. Czekolada nie jest jadalna, wiórki kokosowe i jak praktycznie wszystkie sklepowe bakalie też nie są jadalne.

Przykładowe, jeszcze jadalne, ciastka z Lidla



Sałatki: głównie uważać trzeba na gotowe sosy do sałatek, grzanki i przyprawy! Trzeba rzucić okiem na alergeny. Czasem głupi pieprz, liść laurowy, gotowa mieszanka przypraw może zawierać śladowe ilości orzechów. Więc czytanie składu jest obowiazkowe. Jeśli masz wszystko przesypane do ładnych słoiczków to kupa, nie dodawaj do potraw lepiej….

Staraj się nie mieszać na jednej imprezie jedzonka „dla Ady”/„nie dla Ady”. Miałam incydent, gdy Pani po nałożeniu ciastek „nie dla mnie” a potem „dla mnie” nie umyła rąk pomiędzy… i trzeba było wzywać karetkę…. Czyli brudne łapki przenoszą śladowe ilości, a przecież nikt nie będzie co chwila mył łapek, żeby zjeść np chipsa "jadalnego dla Ady" po tym jak wcześniej jadł "ciastka nie dla Ady".

I tu dochodzimy do problemu z „czystością”. Czyste rączki, czysta kuchnia, w szczelności czysta deska do krojenia, wszystko czyste…. No bo wiecie… kuchnia, która może zawierać śladowe ilości orzechów nie jest bezpieczna….

O ludu… jak to ktoś doczyta do końca to nie wiem czy będzie chciał mnie ugościć :D


Może choć na kawę zaprosicie? 

Piję najlepiej parzoną z kawiarki lub z ekspresu z dużą ilością mleka, bez cukru ;) 

wtorek, 26 września 2017

Ada dla zaawansowanych

„Co mam robić jeśli jednak w jedzeniu będą śladowe ilości orzechów?”  pytanie to słyszałam nie raz. 
Czas napisać ”instrukcję obsługi Ady po zjedzeniu orzeszka”.



Mimo, że uważam, dopytuje, czytam, sprawdzam to jednak nie da się uniknąć zderzenia z „możliwością zawierania śladowych ilości”. Wystarczy, że osoba nakładająca przykładowo ciastka najpierw nie dla mnie (ze śladowym ilościami), a następnie dla mnie (bez śladowych ilości), nie umyje rąk pomiędzy, wystarczy, że kucharzowi „przez przypadek” wpadnie kawałek orzeszka do mojej sałatki i mimo wyplucia go zaczęłam reagować… wystarczy, że na patelni na której były robione naleśniki dla mnie były wcześniej prażone orzeszki i tak dalej…. I co wtedy?

Wstrząs anafilaktyczny nie polega zawsze na, znanym wszystkim, puchnięciu. Ja na szczęście nie puchnę, ja tracę przytomność, mam też drgawki, problemy z oddychaniem i czasem rzygam J

I co rozbić? : 
 Nie panikować!

Po pierwsze i najważniejsze! : nie wieźć, dzwonić! Pogotowie przyjedzie szybciej niż my dotrzemy na jakiś SOR i od razu zaaplikują adrenalinę a na SORze trzeba czasem na nią poczekać bo przecież jest kolejka….

Po drugie: jest szansa, że mam przy sobie adrenalinę. Jeśli mam to należy podać ją w zewnętrzną część uda (NIE w SERCE :P )

Po trzecie: aż do przyjazdu karetki ułożyć wygodnie i  sprawdzać czy mam odruchy życiowe.

Po czwarte: gdzieś wygrzebać mój dowód, bo będzie go trzeba dać ratownikom medycznym.

Można też wetknąć mi w łapkę numer telefonu do osoby kontaktowej, bo mnie zawsze pytają kogo powiadomić i pytają o numer a ja grzecznie odpowiadam, że ludzi za drzwiami :D
Póki co przeżyłam pięć takich „imprez” mam nadzieję, że prędko nie będzie kolejnej takiej sytuacji.

To chyba tyle. Macie pytania? Pytajcie.


niedziela, 24 września 2017

McDonalds i parę słów o tym gdzie jeść za granicą, aby czuć się bezpiecznie

Nie ma co ukrywać, w restauracjach nie jest za bezpiecznie w szczególności za granią gdzie nie zawsze możemy się porozumieć i wyjaśnić, że jesteśmy silnie uczuleni...

Ja niestety często jeżdżę z własnym jedzeniem, omija mnie testowanie regionalnych smakołyków ale niestety wole nie ryzykować.

O dziwo "najzdrowiej" dla nas, alergików, jest jeść w sieciówkach takich jak McDonalds na przykład.

Bez problemu odnajdziemy w nich informację dla alergików, musimy się tylko zaopatrzyć w lupę.


Cały spis mamy na stronie McDonald's

A tu wykaz alergenów:


U nas odpada wszystko co zawiera nr 8, czyli na dzień dzisiejszy:

  • Grzanki (grzanki? serio?)
  • Musli & jogurt
  • Kajzerka Kurczak Premium Wieloziarnista
  • Podwójna Kajzerka Wieprzowa DeLuxe Wieloziarnista
  • Kajzerka Jajko i Pieczarki Wieloziarnista
  • Owocogurt
  • Lodowe Marzenie Mango-Marakuja
  • McFlurry (wszystkie rodzaje)

Pamiętajmy też, nigdy nie kupujemy na pamieć, zawsze rzucie okiem na tablicę alergenów czy przypadkiem się nic nie zmieniło, bo niestety od czas do czasu coś się zmienia i staje się niejadalne...

sobota, 23 września 2017

Co jeśli na opakowaniach nie ma informacji dla alergików?

Zdarzyło Wam się kiedyś, wziąć jakiś produkt z póki sklepowej, wyciągnąć lupę aby przeczytać alergeny a tam brak informacji...
Co zrobić? Wiadomo, że nie kupować go. 
Ja w złości pisałam do producentów.
Raz dostałam między innymi taką odpowiedź:

"NIESTETY WSZYSTKIE NASZE PRODUKTY ZAWIERAJĄ SLADOWE ILOSCI ALERGENÓW 

JEŻELI CHODZI O PRODUKTY NASZE TAM GDZIE SA ALERGENY SA WYPISANE NA STRONIE NIE MUSIMY TEGO PISAĆ 

ŻYCZE POWODZENIA W SZUKANIU 

POZDRAWIAM RAFEX"

Taaaa i wszystko jasne...                                         

Inny przykład: daktyle z Lidla:



I odpowiedź na mojego maila:

"Szanowna Pani,
uprzejmie dziękujemy za kontakt z naszą firmą.
W odniesieniu do Pani zgłoszenia chcielibyśmy poinformować, iż zgodnie z obowiązującymi w Polsce przepisami prawa (Rozporządzenie Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi z dnia 10 lipca 2007 r. w sprawie znakowania środków spożywczych / Dz.U. 2007 nr 137 poz. 966) wszystkie składniki alergenne należy we właściwy sposób podać w liście składników. Od dnia 13.12.2014 r. składniki alergenne zgodnie z wymogami Rozporządzenia (UE) nr 1169/2011 muszą być dodatkowo wyróżnione na liście składników.
W przypadku, gdy produkt może potencjalnie zawierać składnik alergenny w wyniku nieuniknionego, minimalizowanego zanieczyszczenia krzyżowego (np. pochodzącego z linii produkcyjnej), wówczas w oznakowaniu tego produktu pojawia się informacja: „Może zawierać... / Może zawierać śladowe ilości…”.
W celu stwierdzenia i dokonania właściwego wyboru produktu zawierającego lub niezawierającego składnik alergenny, prosimy zatem odokładne zapoznanie się z etykietą danego artykułu.


Z poważaniem
XXXX (nie będę podawała nazwiska może)
Lidl Polska"

Na moją odpowiedź nie dostałam już jednak informacji zwrotnej:

"Dzień dobry,
dziękuję za przekopiowanie przepisów. Nie jest to jednak odpowiedź na moje pytanie. W załączniku przesyłam zdjęcia bakalii, które są do kupienia w Państwa sieci. Nie ma na nich informacji o alergenach. Ewentualnie proszę mi pokazać na etykiecie, gdzie mam ją szukać. A skoro nie ma informacji o orzechach to powinnam przeżyć. Czy mogą Państwo mnie zapewnić, że nie ma w nich żadnych alergenów? Czy jeśli po zjedzeniu ich wystąpi u mnie reakcja alergiczna będą Państwo za to odpowiadać?
Będę wdzięczna za informacje.

Z poważaniem,"



Napisałam wiec do Rzecznika Praw Konsumenta o poradę i w sumie można coś takiego zgłaszać, ale trochę wydaje się to być walka z wiatrakami....(odpowiedź poniżej).

Na szczęście coraz częściej ta informacja jest wiec idzie ku dobremu. Jeśli natrafię na taki produkt ponownie będę tu o tym pisać i informować jaką odpowiedź dał mi producent.


"Z dniem 13 grudnia 2014 r. weszło w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego w sprawie przekazywania konsumentom informacji na temat żywności. Etykiety żywności oferowanej konsumentom w opakowaniach muszą być czytelne, nieusuwalne, zrozumiałe, nie mogą wprowadzać w błąd i pomijać istotnych informacji.

 Najważniejsze zmiany:
1. Minimalna wielkość czcionki na etykiecie to 1,2 mm, a na bardzo małych opakowaniach – 0,9 mm.
2. Obowiązkowe umieszczenie na etykiecie m.in. następujących informacji: nazwa (ale nie wymyślona przez przedsiębiorcę, tylko wskazująca na rodzaj produktu), wykaz wszystkich składników (wraz z alergenami oraz dodatkami do żywności), zawartość netto, data minimalnej trwałości (albo termin przydatności do spożycia), warunki przechowywania lub przygotowania, dane producenta.
3. Alergeny – etykiety muszą informować o rodzaju składnika powodującego alergię, który musi być wyróżniony np. napisany inną czcionką, kolorem, na innym tle. W przypadku produktów sprzedawanych luzem – informacji o alergenach szukajmy na wywieszce przy produkcie. 
4. Skład – na pierwszym miejscu na etykiecie musi znajdować się składnik, którego w produkcie jest najwięcej. Artykuły jednoskładnikowe np. masło, mleko, nie muszą mieć wykazu składników.
5. Składnik niespodzianka – jeżeli produkt zawiera składniki, których zazwyczaj nie spodziewamy się w danych produktach, będzie o tym informować napis na opakowaniu znajdujący się obok nazwy. Np. możemy spodziewać się takiej informacji: „pasztet drobiowy z tłuszczem roślinnym” lub „pizza z produktem seropodobnym”.
6. Określenie kraju lub miejsca pochodzenia produktu – miejsce pochodzenia produktu ma duże znaczenie dla decyzji zakupowych konsumentów. Etykieta musi informować skąd pochodzi produkt, jeśli szata graficzna albo informacje w oznakowaniu mogłyby konsumenta wprowadzić w błąd.
7. Woda w surowym mięsie i rybach wyglądających jak sztuka mięsa, czy filet - gdy jest jej więcej niż 5 proc. masy produktu, to zgodnie z nowymi przepisami – będziemy o tym poinformowani.
8. Gdy do mięsa lub ryby dodano białko zwierzęce, to nazwa produktu, a nie tylko wykaz składników, musi o tym informować. Znajdziemy wtedy np. takie zdanie: „kotlet z dorsza z dodatkiem białka wieprzowego”, „polędwica wołowa z dodatkiem białka wieprzowego”. Na etykiecie powinna znaleźć się także informacja o dacie zamrożenia mięsa i ryb.
9. Żywność w Internecie – w tym kanale sprzedaży to właściciel strony internetowej przed zakupem musi zadbać o prawidłowe poinformowanie konsumentów o składzie produktu. Czyli musi dostarczyć takich samych informacji, jak sprzedawca w sklepie tradycyjnym.
W Polsce nie ma jednego organu odpowiedzialnego za wszystkie badania jakości produktów. Badaniem jakości mogą się zajmować różne organy – w zależności od tego, o jaki rodzaj produktu chodzi i na którym szczeblu dystrybucji odbywa się kontrola.
Kontrolą jakości znajdujących się w obrocie detalicznym wyrobów i ich zgodnością z obowiązującymi dla danej branży przepisami zajmuje się Inspekcja Handlowa. Może ona również m.in. sprawdzać substancje i preparaty chemiczne oraz detergenty przeznaczone dla konsumentów (chodzi o chemię gospodarczą, środki czystości, kosmetyki). Inspektorzy sprawdzają też – mające istotne znaczenie dla oceny jakości wyrobów takich jak np. odzież, zabawki, sprzęt AGD i RTV – oznaczenie towaru. Do Inspekcji Handlowej można też zgłaszać podejrzenia, że jakiś produkt może być niebezpieczny. Takie zgłoszenia przyjmują też delegatury Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, bo to Prezes UOKiK prowadzi postępowania związane z bezpieczeństwem produktów.
Niektóre rodzaje produktów kontrolują inne podmioty, a nie Inspekcja Handlowa. Owoce i warzywa u producentów (czyli jeszcze przed wprowadzeniem na rynek detaliczny) bada Inspekcja Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych. Inspekcja ta sprawdza też, czy zgodnie z odpowiednimi procedurami wytwarza się produkty tradycyjne i regionalne.


W przypadku problemów lub wątpliwości można osobiście skontaktować się z powiatowym lub miejskim rzecznikiem konsumentów albo Oddziałem Federacji Konsumentów. Podmioty te będą mogły dokonać pogłębionej analizy sprawy, a następnie podjąć właściwe działania (porada, wystąpienie do przedsiębiorcy lub pomoc w sporządzeniu pisma procesowego albo przystąpienie do postępowania). Dane teleadresowe wskazanych podmiotów można ustalić na stronach: www.mapaporadnictwa.org lub www.uokik.gov.pl."