„Co mam robić jeśli jednak w jedzeniu będą śladowe ilości
orzechów?” pytanie to słyszałam nie raz.
Czas napisać ”instrukcję obsługi Ady po zjedzeniu orzeszka”.
Mimo, że uważam, dopytuje, czytam, sprawdzam to jednak nie
da się uniknąć zderzenia z „możliwością zawierania śladowych ilości”.
Wystarczy, że osoba nakładająca przykładowo ciastka najpierw nie dla mnie (ze śladowym
ilościami), a następnie dla mnie (bez śladowych ilości), nie umyje rąk
pomiędzy, wystarczy, że kucharzowi „przez przypadek” wpadnie kawałek orzeszka
do mojej sałatki i mimo wyplucia go zaczęłam reagować… wystarczy, że na patelni
na której były robione naleśniki dla mnie były wcześniej prażone orzeszki i tak
dalej…. I co wtedy?
Wstrząs anafilaktyczny nie polega zawsze na, znanym
wszystkim, puchnięciu. Ja na szczęście nie puchnę, ja tracę przytomność, mam
też drgawki, problemy z oddychaniem i czasem rzygam J
I co rozbić? :
Nie
panikować!
Po pierwsze i najważniejsze! : nie wieźć, dzwonić! Pogotowie
przyjedzie szybciej niż my dotrzemy na jakiś SOR i od razu zaaplikują adrenalinę
a na SORze trzeba czasem na nią poczekać bo przecież jest kolejka….
Po drugie: jest szansa, że mam przy sobie adrenalinę. Jeśli
mam to należy podać ją w zewnętrzną część uda (NIE w SERCE :P )
Po trzecie: aż do przyjazdu karetki ułożyć wygodnie i sprawdzać czy mam odruchy życiowe.
Po czwarte: gdzieś wygrzebać mój dowód, bo będzie go trzeba
dać ratownikom medycznym.
Można też wetknąć mi w łapkę numer telefonu do osoby
kontaktowej, bo mnie zawsze pytają kogo powiadomić i pytają o numer a ja
grzecznie odpowiadam, że ludzi za drzwiami :D
Póki co przeżyłam pięć takich „imprez” mam nadzieję, że
prędko nie będzie kolejnej takiej sytuacji.
To chyba tyle. Macie pytania? Pytajcie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz