Mija rok odkąd zaczęłam pracę w "korporacji". Wszyscy mnie straszyli i twierdzili, że nie dam rady.
Radę dałam i czas na kilka podsumowań.
Zacznijmy od początku.
Szkolenie BHP, gdzie pada hasło, że nie wolno nikomu podawać leku, a adrenaliny też? Czy w związku z tym jakby do mojego organizmu wkradł się orzeszek to nikt mi w pracy nie pomoże?
I tak dzięki temu pytaniu zostałam już zapamiętana przez "Panią od BHP"... ale to dopiero był początek.
Zaczęłam się zastanawiać czy powinnam poinformować mój zespół o mojej alergii? Niestety to zrobiłam, żartów na temat wbijania adrenaliny w serca nie ma końca... Co się wtedy pojawia w mojej głowie, że żarty żartami, ale jak zjem orzeszka to mogę liczyć tylko na siebie i na moją szybką reakcję...
Jednak jeden z moich managerów staną na wysokości zadania i postarał się o "firmową" adrenalinę dla mnie. I tu znów wkroczyła "Pani od BHP", że na to nie ma procedur i że adrenalina nie może być w dostępnym dla wszystkich miejscu, bo może ktoś wpaść na pomysł, żeby ją sobie podać (tia pewnie od razu w serce -_-). No tak, ale mimo to udało się, adrenalinka jest i grzecznie jest zamykana w mojej służbowej szafce.
Ale ogólnie alergikowi w korporacji lekko nie jest, dlaczego?
Każda uroczystość, urodziny, urodzenie dziecka, śluby to ktoś przynosi ciasto... niestety nie jadalne dla Ady :(
Mało kto pamięta o tym, aby przynieść małego, jadalnego cuksa dla Ady (tu ukłon w stronę Kasi i Ola :* że pamiętali), jednak przeważnie słyszę "sorry Ada, zapomniałem/am przynieść coś dla Ciebie". Co wg mnie oznacza i tak Cię nie lubię wiec nic dla Ciebie nie mam... :D nie no serio, smutno mi jednak wtedy jest, ale wmawiam sobie, że dzięki temu nie będę gruba :)
A gdy już w końcu znajdziesz coś jadalnego i ze spokojem to wcinasz, napotykasz egoistyczne obawy: "Czy Ty to możesz jeść? Nie chce wzywać karetki! Nie chce podawać Ci adrenaliny!" itp. NO TO KURDE TEGO NIE RÓB!!!! Nikt jakoś się nie martwi, że JA się źle będę czuła, tylko tym, że ON/ONA będzie musiał/a coś zrobić. Nosz ludu....
DROGI alergiku, w korporacji jest jak w każdej innej pracy:
- nie zamawiasz jedzenia na wynos, tylko grzecznie przynosisz swoje;
- jeśli używasz coś w publicznej kuchni to najpierw to umyj i dokładnie opłucz (nie wiadomo, czy ktoś nie kroił tym nożem jakiegoś ciacha z orzechami, czy przypadkiem nie umył myjką do zmywania czegoś w czym były orzechy);
- nie bierz słodyczy od nieznajomych :D jeśli ktoś nie myślał o Tobie piekąc ciasto nie masz pewności, że jest bezpieczne;
- gdy Ci smutno, gdy inni zajadają się ciachami, słodyczami powiedz sobie, że Twoja talia będzie Ci wdzięczna, że jesteś tak silną osobą ;)
- a gdy ktoś śmieje się z Ciebie i adrenaliny to z całą żółcią jaką masz w sobie pożycz mu/jej, aby kiedyś miał/a tą przyjemność dostania adrenaliny w dupe czy w serce i niech poczuje jakie to "cudowne" uczucie...
I tym akcentem zakończę mój jakże nie prowadzący do żadnej konkluzji wywód :D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz